
ZESPÓŁ SZKÓŁ NR 3
IM. JANA III SOBIESKIEGO W SZCZYTNIE
Zespół Szkół nr 3 w Szczytnie
(+48) 89 624 28 18 | Jerzego Lanca 10, 12-100 Szczytno | zsnr3@loszczytno.edu.pl
Internat przy Zespole Szkół nr 3 w Szczytnie
(+48) 89 624 28 20 | Jerzego Lanca 10, 12-100 Szczytno | internat@loszczytno.edu.pl
- Główna
- Rekrutacja
- Jubileusz 80-lecia
- Matura
- Szkoła
- Plan lekcji
- Strefa Ucznia
- Strefa Rodzica
- Internat
- Kontakt
Kącik Felietonisty
„Ambicja, która męczy”
Autor: Wiktoria Zdunek 3e
Często słyszę, że jak będę produktywna, to na pewno coś w życiu osiągnę. Łatwo jednak mówić, ale gdy ktoś tak jak ja usiądzie rano przy kuchennym stole z kubkiem kawy i zobaczy swoją listę rzeczy do zrobienia, długą jak instrukcja obsługi jakiegoś skomplikowanego urządzenia, to jestem pewna, że chęć produktywności minie mu szybciej niż się pojawi. Wszystkie najważniejsze zadania od pracy domowej, przez naukę na sprawdzian, po obowiązki domowe i zajęcia dodatkowe chodzą za mną cały dzień i krzyczą: „Tracisz czas! Nie siedź bezczynie!”, ale na ich wykonanie doba nie wystarczy. Siedzę więc do późnej nocy, mecząc się bardziej niż kot goniący mysz i przypominam sobie, że przecież musze jeszcze żyć „poza listą.”
Ambicje jednak łatwo się nie poddają i będą krążyć wokół nas, szepcząc do ucha coś o potrzebie bycia kreatywnym i efektywnym non stop. Za niewykonanie zaplanowanej sobie listy grozi etykieta bycia „leniwym”, a lenistwo to przecież najgorszy grzech w epoce poradników o tym, jak osiągnąć sukces w pięciu krokach.
Czuję, że ta presja sukcesu otacza nas z każdej strony i próbuje wycisnąć z nas wszystko jak ostatnie resztki pasty do zębów z tubki. Nie wystarczy, że mam dobre oceny – musze przecież mieć najlepsze. Nie wystarczy, że pobiegnę – musze przecież przebiec maraton. Zanim zdążę mrugnąć, już czuję, że jestem za wolna. Bo jak już osiągnę jedno, to natychmiast pojawia się kolejne zadanie: lepsze studia, lepsza praca, lepsze życie.
Piękne i pewne siebie celebrytki jak Angelina Jolie, Rihanna czy Selena Gomez stawiają nam poprzeczki coraz wyżej. Kto z nas w obecnych czasach nie chciałby mieć życia tak idealnego i ambitnego jak to, które pokazują w social mediach? Ogromne wille, bogactwo, wręcz „wylewa się” drzwiami i oknami, dni pełne wrażeń bez czasu na zły humor czy zmęczenie dopingują nas w dalszym biegu, dając wrażenie, że niektórzy już stoją na podium, do którego dla nas jest jeszcze długa droga. Mniejsze sukcesy nie robią już na mnie wrażenia, bo czemu od razu nie mogę posiadać tego, co gwiazdy show-biznesu?
W ten sposób wszyscy biegniemy w wyścigu, w którym nie ma zasad, a meta nigdy się nie pojawia. Zapominamy, że zawsze jest możliwość zejścia z tej bieżni, biegu we własnym tempie, a nawet w swoim własnym kierunku. Czy znajdzie się jednak ktoś, kto się na to odważy?
„Król Lew” Północy
Autor: Michał Szyszka, kl. 3E
Niedźwiedź polarny – biała ikona Arktyki, pluszowy bohater memów i reklam coca-coli. Trudno uwierzyć, że to majestatyczne zwierzę, które potrafi ważyć ponad pół tony i jednym ruchem łapy przechytrzyć fokę, dziś samo staje się ofiarą – nie natury, lecz człowieka i jego gorączkowej miłości do ciepła.
Topniejący lód morski nie jest dla niedźwiedzia kaprysem pogodowym, ale kwestią życia i śmierci. To właśnie na krach polarnych poluje (biedne foki), odpoczywa i podróżuje. Gdy lód znika szybciej niż karp na przedświątecznej promocji w Lidlu, misie muszą pływać coraz dalej. Efekt? Zmęczenie, głód, a czasem desperackie próby szukania jedzenia na śmietniskach arktycznych osad. Nie brzmi to jak bajka o Królu Lwie Północy, prawda?
Jednocześnie naukowcy biją na alarm w języku oficjalnych raportów, pełnym wykresów i procentów. Liczebność populacji w niektórych regionach spada, a prognozy mówią wprost: jeśli emisje gazów cieplarnianych nie zostaną ograniczone, niedźwiedzie polarne mogą w przyszłości stać się eksponatem w muzeum przyrody – obok mamutów i tygrysów szablozębnych. I żadne zdjęcie z Instagrama, choćby najbardziej filtrowane, nie zastąpi ich obecności w Arktyce.
Można wzruszyć ramionami: „A co mnie obchodzą misie, skoro i tak mam problem z rachunkami za prąd?”. Ale prawda jest taka, że los niedźwiedzi polarnych jest papierkiem lakmusowym kondycji całej planety. Jeśli topnieje ich świat, topnieje też nasz – tylko wolniej i bardziej podstępnie.
Podsumowując swoje niewesołe rozważania, dochodzę do wniosku, że niedźwiedź polarny wkrótce będzie musiał zamówić deskę surfingową zamiast kry lodowej. Ale pointa jest gorzka: to nie żart, a przyszłość, która zależy od nas. Bo choć nie każdy z nas poleci do Arktyki, każdy ma wpływ na to, czy te białe olbrzymy przetrwają, czy zostaną jedynie bohaterami zimowych reklam.
,,Polska - kraj dwóch światów"
Autorka: Dorota Kowalewska, kl III E
Ostatnie wybory prezydenckie pokazały, jak bardzo Polacy są dziś podzieleni. Wyniki były prawie równe - i widać to nie tylko w liczbach, ale też w codziennym życiu. Wystarczy posłuchać rozmów w szkole, pracy czy nawet na ulicy. Polityka jest wszędzie i zamiast łączyć, najczęściej nas dzieli.
Czasami mam wrażenie, że nie jesteśmy już jednym narodem, a dwoma. Jeden patrzy na Zachód i mówi: ,,Unia Europejska to przyszłość". Drugi odpowiada: ,,Nie, trzeba bronić naszej tradycji i historii". I tak w kółko. Każdy ogląda inne wiadomości, każdy wierzy innym politykom, a kompromis wydaje się być czymś nieosiągalnym.
Widać to szczególnie w Internecie. Wystarczy wejść na jedną z platform społecznościowych, żeby zobaczyć, jak ludzie się kłócą. Często zwykły komentarz o cenach w sklepie kończy się awanturą o rząd, prezydenta albo Unię Europejską. Kto krzyczy głośniej, ten ma więcej lajków. Zamiast rozmowy mamy kłótnie i wyzwiska.
Najgorsze, że w tym całym hałasie giną zwykłe sprawy. Nikogo już nie obchodzi, jak poprawić sytuację w szkołach, szpitalach czy na drogach. Liczy się tylko, kto jest ,,za", a kto ,,przeciw". Polityka zamieniła się w spór o nazwy i hasła a nie w szukanie rozwiązań.
Szkoda, że tak to wygląda, bo przecież wszyscy chcemy tego samego - lepszej Polski. Różnimy się tylko w pomysłach, jak to osiągnąć. Niestety politycy wolą nas dzielić, bo tak łatwiej jest zdobyć poparcie. A my dajemy się w to wciągnąć i coraz częściej traktujemy kolegę czy sąsiada jako przeciwnika tylko dlatego, że głosuje inaczej.
Może kiedyś się to zmieni. Na razie jednak wygląda na to, że podział w naszym kraju jest tak mocny, że żaden rząd i żaden prezydent go nie naprawią.
„Jesień, czyli narodowy sezon melancholii”
autorka: Luiza Orzoł, kl III E
Jest taki moment w roku, kiedy Polska jednogłośnie zamienia się w kraj poetów, filozofów i specjalistów od smutku. To moment, kiedy liście zaczynają spadać, deszcz uderza o szybę, a Instagram wypełniają zdjęcia kubków z herbatą przy książce. Jesień. Pora roku, w której nawet najbardziej zatwardziały optymista zaczyna cytować Norwida, a pesymiści piszą komentarze pod memami o pogodzie: „To dopiero początek”.
Weźmy na przykład spacer po parku. Z jednej strony złote dywany liści, idealne tło na stronkę na Instagram. Z drugiej strony – psie odchody sprytnie wtopione w tę złotą jesienna mozaikę, bo przecież jesień jesienią, a polska codzienność codziennością. Ironia polega na tym, że natura przygotowuje spektakl godny impresjonistów, a my oglądamy go głównie zza szyby autobusu, auta, marudząc, że „już ciemno o siedemnastej”.
Jesień to także czas, gdy handel kwitnie jak nigdy. Na półkach dynie w każdej postaci: lampiony, zupy, latte, a pewnie za niedługo i pasty do zębów. Nie ma co ukrywać – dynia stała się ambasadorką jesieni, trochę jak karp na Wigilię. Tylko że karpiowi nikt nie robi sesji zdjęciowych z kocykiem.
Ale najbardziej fascynujące w jesieni jest to, jak działa na nas zbiorowo. Naród, który przez całe lato narzekał, że „za gorąco”, teraz chórem wzdycha: „Już zimno”. Każdy status pogodowy staje się małym dramatem narodowym: deszcz – tragedia, mgła – horror, wiatr – katastrofa („mam rozpuszczone włosy i błyszczyk”). A jednak w tej wspólnej skłonności do narzekania rodzi się coś w rodzaju wspólnoty. Wszyscy siedzimy razem w autobusie, mokrzy, z parasolem, który nie wytrzymał podmuchu wiatru, i wiemy, ze inni czują to samo.
No i oczywiście moda jesienna – temat rzeka. Szaliki giganty, które bardziej przypominają koc niż dodatek. Kurtki, w których wyglądamy jak napompowane pierogi, ale przynajmniej „ciepło w nerki”. Jesień to też pora, kiedy uczniowie muszą pisać wypracowania o „urokach złotej polskiej jesieni”, a potem idą do szkoły przez szarą pluchę, zastanawiając się, czy mają pięć sprawdzianów, czy sześć.
Może właśnie w tym tkwi sekret jesieni: w ironicznej mieszance smutku i poczucia humoru, w świadomości, że znów zaczyna się sezon na melancholię, ale przynajmniej mamy powód, żeby robić herbatkę z miodem i udawać, że w końcu możemy nosić tę za dużą bluzę, której nie wypadało nosić latem i owijać się kocem jak burrito.
NASI PARTNERZY
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Ut elit tellus, luctus nec ullamcorper mattis, pulvinar dapibus leo.
